Moja historia z tym kursem jest trochę inna. Na początku byłam przekonana, że niewiele nowego z niego wyniosę z tego kursu. Znałam przecież metodę małych kroków (bo jak inaczej „zjeść żabę”?), kaizen, zasady budowania i zmiany nawyków, pracę blokową,priorytetyzowanie zadań czy szacowanie czasu. Wiedziałam też, jak radzić sobie z wewnętrznymi blokadami. A jednak… mimo tej wiedzy, nie wszystko działało tak, jak powinno. Części metod nie stosowałam albo stosowałam sporadycznie, innych nie umiałam dopasować do siebie.
Nie znałam wcześniej tylko power listy, ale miałam swoje kategorie działań – zbliżone do tego, co pojawia się w kursie. Wahałam się, bo jestem osobą elastyczną, planuję, ale nie szczegółowo, wolę mieć ogólny obraz projektów niż rozpisywać każdy najmniejszy krok co do minuty i godziny, jego wykonania.
To, co dało mi duże poczucie ulgi już na początku, to przesłanie: nie musisz robić wszystkiego idealnie – ważna jest droga. Ważna jest tożsamość.
Poznałam power list, która nie jest listą zadań, jest listą rzeczy które Cię wzmacniają i sprawiają, że działasz. Wdrażam ją w życie, jeszcze długa droga przede mną, ale “najwazniejsze to zacząć” reszta poukłada się sama.
Podoba mi się, że kurs jest praktyczny. Nie tylko słuchasz – działasz. Choć za pierwszym razem przesłuchałam całość bez wykonywania zadań, żeby zobaczyć, co mnie czeka. Rób zadania, testuj na sobie, aż zasady z kursu staną się Twoją codziennością.
Jeśli zastanawiasz się, czy ten kurs jest dla Ciebie – to mówię spróbuj. Nawet jeśli już coś wiesz, być może potrzebujesz nowego podejścia, które pozwoli Ci tę wiedzę wreszcie uporządkować i wdrożyć. Główne przesłanie, które zostaje ze mną z tego kursu:
nadaj kierunek swoim działaniom już dziś.